Jeśli relaks i work-life balance to kolejne cele do zrealizowania, można zapomnieć o pozbyciu się stresu i dobrej jakości życia. Niektórzy wpadają w błędne koło samorealizacji. Nakręcają je social media, „targowisko aktywności”, na którym wszyscy prężą muskuły na siłowni i chwalą się skokami na bungee. 

„Znam kobietę, która zaczęła uprawiać jogę w celu uspokojenia trybu życia. Jednak codzienne 20-minutowe medytacje stały się dla niej źródłem… stresu. Zaczęła je traktować jako kolejny punkt z listy rzeczy do zrealizowania” – zwraca uwagę Charlotte Lieberman na łamach Harvard Business Review.

Lieberman w swoim artykule zauważa, że samorealizacja staje się dla coraz większej liczby ludzi kolejnym celem do zrealizowania. Wpadają w wir realizacji zadań, które mają ich przybliżać do szczęścia. Lieberman wskazuje, że według American Psychiatric Association aż 39% dorosłych Amerykanów jest bardziej zestresowanych, niż przed rokiem.

Kolejny cel do zrealizowania

Jak to się dzieje? Jak to możliwe, że samorealizacja – zamiast szczęścia – zaczyna niektórym przynosić stres?

Po pierwsze, do traktowania hobby jako kolejnego zadania do zrealizowania pcha nas ten sam mechanizm, który sprawia, że jesteśmy pracoholikami. Obsesja planowania, zwiększania efektywności i lepszego zarządzania czasem, nieumiejętność zrelaksowania się, oto główne przyczyny – wskazuje Lieberman.

„Czyli postrzeganie 20-minutowych medytacji jako niezbędny środek do celu, jakim jest osiągnięcie tzw. work-life balance, powoduje, że stają się one kolejnym obciążeniem, a nie wyzwoleniem” – tłumaczy Lieberman.

Błędne koło samorealizacji – wyścig po zdrowie niekoniecznie jest zdrowy

Poza tym, wokół samorealizacji urósł wielki biznes. Wartość tego rynku jest już szacowana na co najmniej 11 mld USD. Biznes ten uruchomił wielką machinę marketingową, która ma przyciągać klientów.

„To powoduje, że dla niektórych samorealizacja staje się obsesją. Na przykład jeśli samorealizacja poprzez sport staje się wyścigiem, pogonią za wynikami, konkurowaniem za wszelką cenę z innymi, to nie jest to dobra droga” – uważa Lieberman.

Lieberman przywołuje wyniki badania przeprowadzonego przez profesorów marketingu, Rikke Suusa z UCL oraz Mike’a Cooray’a z Ashridge Business School. Przebadali oni 200 kobiet używających opasek Fitbit. Okazało się, że aż 80% z nich miało poczucie winy, jeśli nie realizowało dziennego planu treningowego, a aż 59% miało wrażenie, że znalazło się pod kontrolą opaski Fitbit.

„Używając takich urządzeń, mamy wrażenie pełniejszej kontroli nad naszym życiem. Mamy dostęp do raportów dotyczących liczby kroków, spalonych kalorii. Problem w tym, że brak postępów rodzi zazwyczaj tendencję do nadmiernego samokrytycyzmu. A to z kolei może wywoływać depresję i stres” – tłumaczy Charlotte Lieberman.

Social media, czyli „targowisko aktywności”

Błędne koło samorealizacji nakręca korzystanie z portali społecznościowych. Lieberman wskazuje, że ludzie chcą zaprezentować się na nich jak najlepiej, więc starają się pokazać, że dużo robią także w czasie wolnym. Social media są nie tylko „targowiskiem próżności”, na którym panienki wrzucają upozowane zdjęcia w sukienkach za 5 000 USD, ale także „targowiskiem aktywności”, na którym wszyscy prężą muskuły na siłowni i chwalą się skokami na bungee.

błędne koło samorealizacji

„Badania pokazują, że otrzymywanie polubień na portalach społecznościowych wywołuje reakcję w mózgu podobną do tej, która pojawia się po spożyciu czekolady lub wygraniu pieniędzy na loterii. Problem w tym, że portale społecznościowe wymuszają na nas niejako porównywanie się z innymi. Jedna z moich znajomych mówi, że doszła do punktu, w którym po obejrzeniu na Instagramie zdjęć znajomych z wakacji czuje się biednie, po zobaczeniu zdjęć z siłowni czuje się niedotrenowana, a po zerknięciu na zdjęcia jedzenia staje się głodna” – ostrzega Lieberman.

Jak się zrelaksować skutecznie

Co zrobić, by nie dać się zwariować? Jak sprawić, by dążenie do work-life balance i bezstresowego życia nie zmieniło się w realizowanie kolejnego ważnego planu?

Po pierwsze, należy pamiętać, że można się zrelaksować w naprawdę prosty sposób, który nie wymaga wydawania pieniędzy, ani nie jest specjalnie czasochłonny. Można posłuchać relaksującej muzyki, której jest pełno w Internecie. Można poczytać książkę, czy iść na spacer do parku. Wreszcie, warto spotkać się z przyjaciółmi czy znajomymi i po prostu pośmiać się, bo śmiech to zdrowie. A jeśli chodzi o biegaczy, to może warto od czasu do czasu pobiegać po lesie bez sprzętu mierzącego kroki, kontemplując zieleń i wsłuchując się w śpiew ptaków.

Zobacz także: Badania potwierdzają, że lepiej uczyć się z książek niż z laptopa czy tabletu