Islandia stała się zagłębiem „górniczym”. Nie, nie zaczęto tam wydobywać węgla na masową skalę. Poustawiano tam serwery, które pracują 365 dni w roku, „wydobywając” bitcoiny i inne kryptowaluty.

W świecie gospodarki i finansów Islandia była do tej pory znana głównie ze skazania bankierów, którzy przyczynili się do wywołania kryzysu finansowego na wyspie. Ten mały kraj może jednak stać się pierwszym na świecie, którego gospodarka w pewnym sensie zostanie zdominowana przez kryptowaluty. Z szacunków firmy energetycznej HS Orka wynika, że w tym roku kopalnie kryptowalutowe zużyją więcej prądu, niż wszystkie islandzkie gospodarstwa domowe! Wykorzystają one około 100 megawatów energii.

Pod ziemią gorąco, na zewnątrz zimno – idealne warunki do „kopania” kryptowalut

Skąd taka popularność Islandii wśród przedsiębiorców pragnących „wydobywać” kryptowaluty? Powody są dwa: położenie geograficzne i zasoby naturalne.

Po pierwsze, cena prądu na Islandii nie jest wygórowana, porównując ją z innymi krajami europejskimi. Wynosi około 0,15 euro za kWh, mniej więcej tyle samo, co w Czechach czy Polsce, ale już znacznie mniej, niż w większości krajów Unii Europejskiej. Np. w Niemczech czy Danii cena prądu sięga 0,3 euro za kWh, a w Austrii czy Szwecji około 0,2 euro za kWh (i to jest średnia dla UE).

Cena prądu w krajach europejskich (euro za kWh). Źródło: Eurostat

Czemu tak jest? Otóż Islandia dużą część popytu na energię zaspokaja przy wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii. Produkuje prąd przy wykorzystaniu źródeł geotermalnych (około 30% podaży) i hydrotermalnych oraz wodnych (około 70%).

Poza tym, na Islandii wieje i jest zimno. To skutek sąsiedztwa Arktyki. To powoduje, że firmy kopiące kryptowaluty nie muszą dużo inwestować w sprzęt chłodzący. Zazwyczaj wykorzystują zimne powietrze, doprowadzając je do wnętrza „kopalni” specjalnym systemem wentylacyjnym. Czasami całe hale, w których stoją komputery, są już specjalnie skonstruowane w celu doprowadzania do wnętrza dużych ilości chłodnego powietrza.

Wnętrze kopalni Enigma Mine na Islandii

Oczywiście, trzecim powodem, nie mniej ważnym niż dwa pierwsze, jest neutralne podejście rządu islandzkiego do faktu funkcjonowania kopalni kryptowalut. Co prawda od lutego tego roku tamtejszy parlament pracuje nad opodatkowaniem zysków z „kopania” walut wirtualnych, ale zapewne nie będzie chciał zarżnąć kury, która może znosić całkiem duże jajka.

Zobacz także: Jakie są rodzaje kryptowalut? Co to jest bitcoin? Przedstawiamy słownik kryptowalut

„Kopalnie” kryptowalut też mogą paść ofiarą przestępców

Islandia może i jest zagłębiem „górniczym”, jeśli chodzi o wydobywanie kryptowalut, ale na pewno nie jest rajem dla kryptowalutowych „górników”. Po pierwsze, klimat islandzki jest bardzo surowy. Nawet jeśli turyści tutaj przybywają podziwiać krajobrazy, to tylko na krótką chwilę, zaraz uciekają. Na Islandii generalnie pada, wieje, jest zimno i ciemno…

Po drugie, jak się niedawno okazało, na prowadzenie kopalni kryptowalutowej na tej wyspie wcale nie musi być bezpiecznym i bezstresowym zajęciem. Niedawno islandzka policja ujawniła, że aresztowała 11 ludzi podejrzanych o kradzież 600 komputerów o wartości około 2 mln USD, używanych do „kopania” walut wirtualnych. Do przestępstw miało dojść w grudniu i styczniu.

Jest jednak mało prawdopodobne, aby to wydarzenie zniechęciło kryptowalutowych geeków do „kopania” bitcoinów na Islandii. Jeśli ten temat Was zaciekawił, i chcielibyście zapoznać się z nim bliżej, to polecamy reportaże na YouTube:

 

 

 

 

A także jeden z ostatnich odcinków podcastu BBC Business Daily.

Zobacz także: Jak rozpoznać fałszywe ICO – w kreatywny sposób uczy amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd