Joga i surowa dieta przedłużą nam życie? To loteria, więc lepiej mieć przyjemne życie niż katować się dietami – przekonuje znana amerykańska dziennikarka i biolożka Barbara Ehrenreich. Wskazuje absurdy związane z „modą na zdrowie” i medycyną alternatywną.

Ostatnie dekady dużo zmieniły w tym, jak myślimy i mówimy o kwestiach zdrowia. Nie liczymy już na to, że choroby nas oszczędzą, ale znacznie bardziej bierzemy sprawy w swoje ręce. Wypróbowujemy wciąż nowe diety, wklepujemy w ciała odmładzające produkty, uprawiamy modne sporty, monitorujemy jakość powietrza, którym oddychamy. Mało która czynność pozostała ‘niewinna’ – pod kątem wpływu na zdrowie analizuje się spożycie wody, ilość wykonywanych dziennie kroków, częstotliwość posiłków, sen a nawet jakość seksu.

Absurdy związane z „modą na zdrowie”

Wydawałoby się, że wszystkie zmiany, które prowadzą do poprawy naszej kondycji są pozytywne, ale Barbara Ehrenreich – słynna amerykańska dziennikarka – patrzy na tę rewolucję w postrzeganiu stylu życia nieco przewrotnie. Jej najnowsza książka „Przyczyny naturalne. Epidemia wellness i nieuchronność śmierci” zwraca uwagę na negatywne konsekwencje i absurdy związane z „modą na zdrowie”. Po pierwsze przez świat przetaczają się mody na rozmaite kuracje, które opierają się na nader chwiejnych przesłankach naukowych, ale za to napędzają zarobki olbrzymiego przemysłu wellness.

Fragment Okładki książki Barbary Ehrenreich „Natural causes”

Przykładem mogą być naturalne metody dbania o zdrowie i urodę lansowane przez Gwyneth Paltrow na jej stronie Goop.com Chociaż niektóre z proponowanych (i sprzedawanych) przez słynną aktorkę produktów medycyny alternatywnej są ewidentnie absurdalne (jak na przykład kryształowe jajka dopochwowe, mające regulować pracę hormonów) i krytykowane przez autorytety medyczne to znajdują się na nie rzesze chętnych (produkty Goop regularnie się wyprzedają a firma przynosi ogromne dochody).

Zdrowe odżywianie i sport mogą nie pomóc

Drugi problem z kultem dbania o zdrowie polega na tym, że osoby, które zapadają na choroby są często stygmatyzowane: może nie uprawiały dość sportu? Miały dietę zbyt ubogą w witaminy? A może zaniedbały swoją psychikę, zapominając o medytacji i mindfulness? Jeśli ktoś palił – jego śmierć uznaje się niemal za samobójstwo. Ehrenreich twierdzi, że to absurdalne zarzuty i że, czy tego chcemy czy nie, mamy stosunkowo mały wpływ na to, czy w naszym organizmie nie zaczną się chorobowe zmiany. Weźmy takie makrofagi – z jednej strony te komórki odpowiadają za oczyszczanie i funkcje obronne naszego organizmu, ‘pożerając’ komórki zarażone rakiem czy nowotworem. Problem zaczyna się, kiedy makrofagi zamiast wyeliminować zagrożenie… pomagają mu rozprzestrzenić się po całym organizmie. To tak, jakby wojsko strzegące naszego ciała nagle postanowiło otworzyć wrota wrogom i jeszcze pokazać im drogę. Możesz być wysportowany i odżywiać się samymi organicznymi produktami, ale nic nie poradzisz, jeśli makrofagi zbuntują się przeciwko tobie. A to, jak pokazują nowe badania zdarza się często i bez wyraźnej przyczyny – mówi Ehrenreich. Wie co mówi, bo zanim została uznaną dziennikarką Ehrenreich uzyskała doktorat z biologii specjalizując się w immunuologii komórkowej.

Zobacz także: W jakim wieku najlepiej urodzić dziecko? Co mówią badania naukowe

Nie jest ważne jak długo żyjesz, ale jak dobrze

Skoro więc ani joga, ani zielone smoothie, ani nawet kryształowe jajka nie są w stanie zatrzymać tego procesu, czy warto są katować dla zdrowia? Odpowiedź Ehrenreich jest prosta – nie. Jeśli joga, bieganie czy świadome oddychanie sprawiają nam przyjemność to możemy się im oddawać dla własnej przyjemności, ale nie powinniśmy ulegać złudzeniu, że możemy odsunąć od siebie widmo śmierci. Ehrenreich przeciwna jest też inwazyjnym badaniom lekarskim, które – przynajmniej w USA – wykonuje się często niepotrzebnie, powodując u pacjentów niepotrzebny dyskomfort. Przesłanie książki jest proste: nie jest ważne jak długo żyjesz, ale jak dobrze. „Wybaczcie, ale ja nie zamierzam przeżyć ostatnich lat życia jedząc chleb bez masła” – dopowiada 76-letnia Ehrenreich.

Ehrenreich nie pierwszy raz zaskakuje swoimi tekstami. Pisarka stała się znana dzięki „Nickel and Dimed” („Za grosze pracować i (nie) przeżyć”) reportażom, które napisała pracując przez dwa lata za minimalną krajową m.in. jako sprzątaczka, a także kontynuacji tego bestsellera, w której, znów pod przybraną tożsamością, bezskutecznie próbowała osiągnąć „awans społeczny” z pracy fizycznej na biurową.