1 do 2 700. Takie jest prawdopodobieństwo, że w roku 2135 asteroida Bennu uderzy w Ziemię. Generalnie nieduże, ale spore w kontekście tego typu zdarzeń kosmicznych. Istnieją pewne pomysły, jak można obronić naszą planetę przed wielką katastrofą.

Oto 101955 Bennu (1999 RQ36):

Źródło: NASA

Ten kamyczek, zwany asteroidą Bennu, ma średnicę 500 m. I zmierza dziarsko w kierunku naszej planety. Ma się znaleźć w jej pobliżu w roku 2135. No cóż, zapewne wtedy nie będzie już żył nikt spośród czytających ten tekst, ale nasza cywilizacja wciąż będzie trwała (mamy taką cichą nadzieję, że jednak wojny atomowej nie będzie). I uderzenie tegoż obiektu w Ziemię nie skończyłoby się dla niej dobrze, oj nie.

Źródło: fallingstar.com

Wystarcza upadek asteroidy o średnicy 100 m, by mogły zginąć miliony ludzi. Jeśli spadnie do morza, wywoła tsunami. Jeśli na ląd – dojdzie do poważnego zanieczyszczenia atmosfery. To właśnie następstwa uderzenia są w tym wypadku o wiele groźniejsze, niż ono samo.

Młotek może nie wystarczyć

Nic więc dziwnego, że Bennu jest jednym z trzech obiektów, na których NASA oraz National Nuclear Security Administration rozważa zastosowanie wehikułu wdzięcznie zwanego HAMMER (Młotek, skrót od Hypervelocity Asteroid Mitigation Mission for Emergency Response). Może on pełnić dwie funkcje: zderzacza kinetycznego lub nośnika ładunków nuklearnych.

Źródło: NASA

Badania NASA wykazały, że HAMMER jako zderzacz kinetyczny nie dałby rady zmienić trajektorii lotu Bennu. Asteroida ta jest po prostu zbyt duża, zbyt masywna. By powstrzymać Bennu, należałoby zastosować broń nuklearną – detonacja mogłaby zmienić tor lotu lub rozkruszyć obiekt.

W celu lepszego poznania Bennu NASA wysłała sondę OSIRIS-REx. Ma ona sprowadzić na Ziemię w 2023 roku około 60 gramów próbek asteroidy, które zostaną poddane szczegółowym badaniom. Naukowcy będą chcieli sprawdzić, jak Bennu jest zbudowana i jak się przed nią obronić.

Najbardziej skuteczna może być seria małych detonacji

Warto zauważyć, że naukowcy z różnych krajów prowadzą rozważania teoretyczne nad najlepszą taktyką używania broni nuklearnej do celu obrony Ziemi przed kosmicznymi obiektami. Najlepszym sposobem ma być ponoć seria małych detonacji.

Zespół prof. Bong Wie z Iowa State University pracuje nad projektem Hypervelocity Asteroid Intercept Vehicle (HAIV). Wehikuł miałby zderzyć się z asteroidą, jednocześnie wybijając w niej dziurę, do której trafiłaby bomba nuklearna. Z obliczeń Wie wynika, że aby akcja obronna się powiodła, trzeba wykryć asteroidę zmierzającą ku Ziemi z co najmniej 30-dniowym wyprzedzeniem. Według naukowców z Iowa State University, po zniszczeniu obiektu na naszą planetę spadłby deszcz małych asteroidów, stanowiących ledwie około 0,1% pierwotnej masy obiektu.

Źródło: NASA

Istnieją też bardziej wyrafinowane pomysły na obronę Ziemi. Niektórzy naukowcy przekonują, że jeśli obiekt da się wykryć dostatecznie daleko od planety, lepiej otoczyć go satelitami, które zmienią trajektorię jego lotu.

Działa już system wczesnego ostrzegania

Ważne, że dysponujemy już systemem wczesnego ostrzegania przed nadciągającymi w naszym kierunku kosmicznymi skałami. Od roku w pełnym wymiarze działa na Hawajach składający się z dwóch teleskopów Asteroid Terrestrial-impact Last Alert System (Atlas). System został ufundowany przez NASA, a jest prowadzony przez University of Hawaii.

Od początku lat 90-tych XX wieku działa również projekt Spaceguard Survey, w którym oprócz USA uczestniczy także Wielka Brytania czy Australia. Według oficjalnej statystyki, dzięki działalności „Tarczy Kosmicznej” udało się wykryć około 85% obiektów o średnicy powyżej 1 km, które zmierzają w kierunku Ziemi. Mimo to, nie udało się wykryć obiektu, który wszedł w atomosferę w lutym 2013 nad Czelabińskiem (Rosja).

 

Pozostaje mieć nadzieję, że matematyka się nie myli. Istnieje ledwie 0,037% prawdopodobieństwa, że licząca 500 m średnicy asteroida Bennu uderzy w Ziemię. Czyli jest aż 99,963% szans, że ją ominie.