Nie wiadomo jak długo będzie rosła wartość bitcoina, na pewno rosnąć będą koszty systemu. Otwarty niedawno przez premiera Morawieckiego blok energetyczny w Kozienicach, jeden z kilku największych na świecie, wytwarza 1075 MW energii elektrycznej. Druga pod względem wielkości chińska kopalnia bitcoinów zużywa ponad 10 proc. tego.

Przy procesie kopania kolejnych bloków kryptowaluty energochłonne są zarówno same koparki i procesory, jak i wentylatory niezbędne do ich chłodzenia. O tym, że czasem taki proces może być niebezpieczny przekonali się kilka lat temu członkowie Cowbyminers, grupa Europejczyków prowadząca w Azji produkcję kryptowalut. Jedna z ich kopalni uległa bowiem spaleniu.

Cała światowa sieć bitcoin do generowania kolejnych elementów zużywa rocznie tyle energii, ile potrzeba dla 3,4 mln gospodarstw domowych. Serwis Digiconomist publikujący dane dotyczące zużycia energii przez sieć wytwarzającą bitcoiny, szacuje obecnie roczne zużycie na 37.5 TWh. Na poniższym wykresie widać, że rośnie ono cały czas.

Ludowy Bank Chin chce regulacji i limitów

Energochłonność kopalni zaczęła już drażnić władze Chin, gdzie znajduje się aż 58% wszystkich kopalń bitcoina. Według informacji Bloomberga Ludowy Bank Chin zwrócił się do władz państwowych i instytucji odpowiadających za regulację tamtejszego rynku energii o kontrolę i nałożenie limitów zużycia prądu na przedsiębiorstwa produkujące kryptowaluty.

Powodem lokalizowania tak wielu kopalni akurat w Chinach, jest stosunkowo łatwa dostępność energii z wydajnych elektrowni na terenach bardzo słabo zaludnionych, jak w np. prowincji Mongolia Wewnętrzna. To tam, w niewielkiej – jak na Chiny – dwumilionowej miejscowości Ordos, zlokalizowana jest jedna z największych na świecie kopalni najpopularniejszej kryptowaluty. Osiem hangarów mieści 25 tysięcy koparek, które kopią 4% globalnej liczby bitcionów. Ich energochłonność jest tak duża, że dzienny rachunek za prąd wynosi tam 39 tysięcy dolarów. Kopalnia w Ordos należy do firmy Bitmain, światowego lidera w produkcji bitcoinów.

Ta sam firma w Sinciang, zachodniej prowincji Chin, buduje właśnie drugie największe na świecie data center, którego infrastruktura i moc obliczeniowa będą wykorzystywane głownie do kopania kryptowalut. Tutaj również energochłonność jest potężna. Firma mówi o 135 MW. Dla porównania, otwarty niedawno przez premiera Morawieckiego blok energetyczny w Kozienicach, jeden z kilku największych na świecie ma moc 1075 MW – czyli ponad 10% jego potencjału musiałoby być przeznaczone na potrzeby kopalni firmy Bitmain.

Pomieszczenie, w którym naprawia się sprzęt do kopania bitcoinów:

Skokowy wzrost zużycia prądu

Kiedy w 2009 roku kopano pierwsze bloki bitcoina wystarczyły do tego moce obliczeniowe zwykłych procesorów komputerowych. Jednak ze względu na specyfikę algorytmu, poziom skomplikowania rośnie wraz z liczbą urządzeń włączanych do sieci. W efekcie czego lawinowy wzrost popularności kryptowalut, wymagał od kopiących je inwestorów coraz bardziej rozbudowanego sprzętu. Tak ze zwykłych procesorów przesiedli się na bardziej wydajne procesory kart graficznych, a w 2012 roku a AISCs (application-specific integrated circuit – specjalizowany układ scalony). Rok później AISC pojawiły się także w Polsce. Pierwszy należał do moderatora forum.bitcoin.pl o pseudonimie Lenny.

Jednak takie indywidualne koparki szybko przestały być opłacalne, właśnie ze względu na duże koszty, między innymi zużywanej przez nie energii. Obecnie wszystkie kopalnie bitcoina zużywają tyle energii, że na liście energochłonnych krajów świata, uplasowałyby się na 61 miejscu.